|
W sobote 18 kwietnia okolo godziny 23.20 na autostradzie M1 doszlo do tragicznego wypadku. Sprawca wypadku, w którym zginelo piec osób byl 24-letni Polak, Mariusz A.
Mialo to miejsce w poblizu Luton w hrabstwie Bedfordshire, na poludnie od zjazdu nr 11.
Kierowca passata na polskich numerach rejestracyjnych jechal autostrada pod prad po tym jak z blizej nieustalonych przyczyn nagle... zawrócil.
Uderzyl w nadjezdzajacego z naprzeciwka jaguara. Polski kierowca oraz hinduska rodzina (rodzenstwo w wieku 27 i 28 lat, ich 48-letnia matka oraz krewny) jadaca w drugim samochodzie zgineli na miejscu.
Na M1 natychmiast zrobil sie wielki korek. Sluzby ratownicze mialy klopot z dostaniem sie na miejsce.
Autostrada byla zablokowana przez kilka godzin.
Insp. Colin Bonner z policji drogowej Bedfordshire powiedzial prasie, ze Polak mógl zmienic kierunek jazdy na przeciwny z powodu robót drogowych lub mylnego odczytania znaków. Mógl tez byc chory.
- Samochody byly nie do rozpoznania i nie moglismy juz w zaden sposób pomóc ofiarom - powiedzial Gary Sanderson ze sluzb pogotowia ratunkowego. Dodal, ze fragmenty pojazdów rozrzucilo na dosc dlugim odcinku autostrady.
Brytyjski dziennik "Daily Mail" oglosil, ze polak wracajac w nocy samochodem do domu, tuz przed smiercia zadzwonil z telefonu komórkowego do swojej mamy. Gazeta powolujac sie na relacje Polki przytacza fragment dramatycznej rozmowy. W pewnym momencie Mariusz A. mial krzyknac: "Zaczekaj, mamo. Mój GPS nic nie wyswietla. Boze, mamo, nic nie widze". Po tych slowach mama kierowcy uslyszala odglosy wypadku.
|
|
| Komentarze użytkowników |
|
Średnia ocena użytkownika
|
|
|