×

Ostrzeżenie

JUser::_load: Nie można załadować danych użytkownika o ID: 405.

Leniwy jak Brytyjczyk?

utworzono . w Po godzinach

Młodzi Wyspiarze są negatywnie nastawieni do pracy i nie podejmą się zadań, jakie bez mrugnięcia okiem wykonują imigranci z Europy Wschodniej. Kto tak twierdzi? Sami młodzi Brytyjczycy.

Stojąc przed pośredniakiem w Birmingham 21-letni Daniel Hender przyznaje, że jego pokolenie nie daje rady zagranicznej konkurencji. – Ludzie z Europy Wschodniej pracują znacznie ciężej niż my – mówi. – Muszą. Przyjechali tu specjalnie po to.

Hender jest bezrobotny od czterech miesięcy, odkąd stracił niepełnoetatową pracę w sklepie odzieżowym. Było to jedyne zatrudnienie w jego życiu. – Rząd niczego z tym nie robi, co oznacza, że wszystkie posady zgarniają imigranci, gotowi pracować za mniej niż my – skarży się. – Mam wielu znajomych, którzy chcą pracować, ale jak można konkurować z kimś gotowym pracować ciężej za mniejsze pieniądze?

Hender nie jest wyjątkiem. Kevin Brady, 20-letek, któremu właśnie skończyła się krótka umowa o pracę w sklepie, mówi: – Od kilku tygodni jestem na bezrobociu. Na początku aplikowałem o kilka posad dziennie, ale teraz nie starcza mi motywacji. Nasze pokolenie jest leniwe. Nie wkładamy w znalezienie pracy takiego wysiłku jak powinniśmy, więc miejsca przejmują cudzoziemcy chcący pracować.

Tak Hender jak i Brady z goryczą odnoszą się do wysokości proponowanych stawek. Brady mówi, że jedyne zajęcie, które prawie zdobył, polegało na marketingu. Proponowano gołą prowizję, bez pensji. Zarobek byłby tak niski, że nawet nie pokryłby kosztów dojazdu. – To bezcelowe – komentuje. Inni młodzi bezrobotni narzekają na brak propozycji w swojej okolicy albo na wykorzystywanie ich przez bezpłatne "praktyki i staże".

A jednak, o dziwo, wielu zgadza się, że – jak to ujął Hender – "Jamie ma rację". Odniósł się w ten sposób do słów Jamiego Olivera, syna właściciela pubu, który sam dorobił się milionów i który niedawno oskarżył młodych Brytyjczyków zaangażowanych do jego ostatniego projektu o miganie się od ciężkiej pracy. – Nigdy nie miałem do czynienia z takim pokoleniem słabeuszy – powiedział Oliver. – Z zażenowaniem patrzę na brytyjską młodzież. Dzwonią do ciebie ich mamusie, mówiąc: "On jest taki zmęczony, za bardzo go obciążacie". To pokolenie nie potrafi zakasać rękawów i wziąć się do roboty.

Dla porównania, Polacy i Litwini są zdaniem Olivera "odporni” i "solidni jak skała". Dla nich ciężka praca jest lepsza od żadnej.

Ankieta przeprowadzona przez YouGov na zlecenie "Sunday Timesa" wskazuje, że 65 proc. badanych zgadza się ze stwierdzeniem Jamiego o "pokoleniu słabeuszy" i tyle samo uważa, że "większość młodych ludzi w Wielkiej Brytanii nie chce ciężko pracować". Ankieta wykazała ponadto, że 55 proc. pytanych sądzi, iż młodzież nie jest wystarczająco niezależna od rodziców. Powyższe wyniki i komentarze Olivera zbiegają się w czasie z publikacją danych dowodzących, że liczba bezrobotnych w grupie wiekowej 16 – 24 lata osiągnęła liczbę 965 tysięcy, czyli najwyższy poziom od 1992 roku, kiedy to zaczęto gromadzić takie dane.

Czy młodzi bezrobotni są niewinnymi ofiarami recesji, czy są po prostu zbyt rozpuszczeni, aby znaleźć zatrudnienie w obecnym trudnym klimacie gospodarczym? Luke Johnson nie ma wątpliwości. – Obawiam się, że swoją wypowiedzią Jamie trafił w sedno – stwierdził ten przedsiębiorca prowadzący własną firmę brokerską i będący jednocześnie prezesem Królewskiego Towarzystwa Sztuk. – Martwi mnie brak etyki pracy i roszczeniowa postawa wielu młodych Brytyjczyków. Na rynku są miejsca dla osób gotowych zakasać rękawy i nabyć praktyczne umiejętności. Zbyt często imigranci okazują się znacznie bardziej godni zaufania i zmotywowani – w restauracjach, fabrykach czy na farmach.

Do podobnych wniosków doszedł Institute of Directors po przeprowadzeniu ankiety wśród swoich członków w czasie największego nasilenia imigracji. "Rodzimi pracownicy okazywali się czasami nierzetelni w pewnych sektorach, zwłaszcza w rolnictwie, hotelarstwie i cateringu (…). Niektórzy pracodawcy starali się rekrutować za pośrednictwem urzędów pracy, ale na rozmowy zgłaszały się osoby zainteresowane wyłącznie uzyskaniem podpisu, dzięki któremu mogły pobierać zasiłek dla poszukujących zatrudnienia – czytamy. – Jednocześnie imigranci charakteryzują się pozywanymi cechami, jakimi jak rzetelność i gotowość do ciężkiej pracy".

Dane te wydają się znajdować odzwierciedlenie w najnowszych statystykach odnośnie sytuacji na rynku pracy. W ostatnim kwartale 2010 roku liczba zatrudnionych osób urodzonych w Wielkiej Brytanii wzrosła o 39 tysięcy w porównaniu z analogicznym okresem roku poprzedniego, ale liczba osób zatrudnionych, urodzonych poza Wielką Brytanią, wzrosła aż o 173 tysiące.

Zdaniem Johna Philpotta, głównego ekonomisty Chartered Institute of Personnel and Development, problemem wśród młodzieży brytyjskiej jest brak podstawowych umiejętności niezbędnych do zatrudnienia. Szacuje on, że przynajmniej połowa młodych bezrobotnych to ofiary kryzysu, ale podkreśla też częste braki w motywacji, a także w podstawowych umiejętnościach pisania i liczenia.

– Brytyjczycy, nawet ci gorzej zarabiający, są z perspektywy krajów Europy Wschodniej we względnie dobrej sytuacji finansowej – mówi Philpott. – Dla ogółu społeczeństwa są ubogimi krewnymi, ale ich styl życia jest – powiedzmy – dość wygodny z perspektywy kogoś, kto dorastał w trudnych realiach reżimu komunistycznego.

Bezrobotna Gurjeet Sanghan z Oldbury przyznaje, że perspektywa zmienia się z czasem. – Kiedy moja matka przyjechała tu z Indii 40 lat temu przez lata imała się różnych okropnych zajęć, żeby tylko nas utrzymać. Ludzie tacy jak ona wywodzą się z kultury ciężkiej pracy. Dzisiejszej młodzieży w tym kraju to nie dotyczy – zaznacza.

Dlaczego nie? Matt Oaksley z ośrodka analiz Policy Exchange sądzi, że rozbudowany system opieki społecznej zaszczepił w niektórych młodych bezrobotnych zbyt wielkie oczekiwania. – Uważam, że Jamie ma rację – stwierdził i poparł te słowa przykładami wielu osób długotrwale bezrobotnych, które odmawiają podjęcia pracy, ponieważ "to nie taka praca, jakiej chcą". Jego zdaniem ta postawa, a także niskie zarobki, nie są wymówką. W pewnym momencie "państwo nie może dalej utrzymywać kogoś poszukującego idealnego zatrudnienia – trzeba brać jakąkolwiek pracę".

Niedawno szef resortu pracy i emerytur Iain Duncan Smith ogłosił plan reformy systemu opieki społecznej, pomyślanej w ten sposób, by zachęcać do pracy. Minister chce, by pośredniaki surowiej niż dotąd egzekwowały zasadę, że bezrobotny po jakimś czasie zobowiązany jest przyjąć ofertę zatrudnienia nawet jeśli mu ona nie odpowiada.

Słabeusze czy nie – może się okazać, że młodzi bezrobotni muszą brać pracę, nawet jeśli im się ona nie podoba. Wielu innych młodych bezrobotnych ripostuje, że wcale nie są leniwi, ale po prostu nie ma żadnych wolnych etatów. – Nic dla nas nie ma. Jestem bezrobotny od ponad roku, byłem na dziesięciu rozmowach, ale nic z nich nie wyszło – mówi 20-letni Hooman Abdolrazzagh z Midlands. – Chciałbym być hydraulikiem, ale wszędzie mówią mi, że nie wezmą mnie bez doświadczenia. Co zrobiono, żeby pomóc ludziom uzyskać potrzebne doświadczenie? Nic. Rząd musi robić więcej. My nie jesteśmy leniwi.

Absolwenci mają też trudności ze znalezieniem stałej pracy nawet jeśli godzą się pracować za darmo. Alex Try ukończył w 2008 roku studia historyczne na Manchester University z wynikiem bardzo dobrym. Przekonuje, że dziesiątki tysięcy wysoko wykwalifikowanej młodzieży z taką desperacją walczą o zatrudnienie, że pracują bez wynagrodzenia, jako "stażyści". Try, założyciel strony "Interns Anonymous" (Anonimowi stażyści), uważa, że zjawisko to niszczy rynek pracy. – Etaty dla absolwentów zastąpiono darmowymi stażami – mówi. – Nie tylko w najbardziej atrakcyjnych branżach – niektóre firmy zdobywają tak nawet asystentki.

Jest to według niego o tyle zdradliwe, że staże i praktyki wcale nie prowadzą potem do regularnego zatrudnienia. Try znalazł etat dopiero w zeszłym roku, po przeprowadzce do Londynu.

Adam Marshall z Brytyjskiej Izby Przemysłowej współczuje osobom w takim położeniu. – Na południu kraju młodym ludziom nie jest łatwo, ale tu można znaleźć zatrudnienie. W Midlands i na północy w ogóle nie ma żadnych ofert – twierdzi. Uważa ponadto, że bez względu na to, czy dzisiejsza młodzież to słabeusze, czy też nie, pozostaną bezrobotni, dopóki rząd nie zrobi więcej dla stymulacji gospodarki. – Chcielibyśmy radykalnych działań pomocowych dla małych i średnich przedsiębiorstw, by generowały zyski i tworzyły miejsca pracy – mówi. – Jak dotąd dostrzegam przepaść pomiędzy retoryką rządu, a jego faktycznymi działaniami.

Brytyjska Izba Przemysłowa oszacowała, że w ciągu najbliższych czterech lat przedsiębiorstwa dotkliwie odczują nowe przepisy. W sumie mają je one kosztować ponad 22 miliardy funtów. Jednocześnie Marshall potwierdza, że firmy potrzebują młodych ludzi z podstawowymi umiejętnościami takimi jak: "zdolność stawiania się do pracy, właściwego ubrania, odpowiedniego zwracania się do klientów, pisania, czytania i tak dalej". – Naszą klęską jako kraju jest to, że nie umiemy wpoić młodym podstawowych umiejętności zawodowych. Każdy, bez względu na jego osiągnięcia edukacyjne, powinien je posiadać, a tak nie jest. Chyba o tym mówił Jamie – zauważa Marshall.

Źródło: Sunday Times

Najnowsze wiadomości